Latest Event Updates

Tadeusz Kościuszko i Wojciech Bartos Głowacki, Bitwa pod Racławicami

Posted on Updated on

Na podstawie  opisu „Kościuszko i Racławice” , rok 1917 

Bitwa pod Racławicami 4 kwietnia 1794 roku,

czas zdarzenia (godziny wieczorne)

„Naczelnik z dobytym pałaszem stanął na koniu przed frontem 320 kosynierów i zawoławszy do nich „zabrać mi chłopcy te armaty! Bóg i Ojczyzna! naprzód wiara”. wskazał im ręką na baterię. Wspomagani ogniem dwu kompanii Niedackiego, z szaloną odwaga rzucili się chłopi w kierunki baterii rosyjskiej. Zagrały rosyjskie armaty, kilku kosynierów padło po tym pierwszym wystrzale, ale nie przestraszyło to dzielnych krakusów. którzy z krzykiem przerażającym „Szymku, Maćku, a dalej!” popędzili przeciw zionącym ogniem armatom. Nastąpił jeszcze drugi armatni wystrzał, znów kilku kosynierów oddało swe życie za Ojczyzne, ale na chwilę zamilkły działa nieprzyjacielskie. Pierwszy skoczył na baterię i przykrył krakuską panewkę armaty Wojciech Bartos z Rzędowic. Tuż za nim wpadli na baterię chłopi Gwiaździcki i Świstacki i Krzysztof Dębowski, chorąży 3 regimentu.

Śmiały ten i niespodziewany atak kosynierów zmieszał nieprzyjaciela. Zdobywszy trzy armaty chłopi z pół batalionem piechoty „ściana” uderzyli na wroga.

Kosy i bagnety szerzyły śmierć dookoła. Nieprzyjaciel uciekał w popłochu „rzucając broń i patrontasze”

Do zwycięstwa przyczyniła się pozycja, gdyż głęboki zarośnięty wąwóz, ciągnący sie pomiędzy środkowa a prawa kolumną nieprzyjaciela, nie pozwoliłtym kolumnom, ani sie widzieć, ani wzajemnie posiłkować.

Prócz tego około 100 konnych młodych ochotników, zagrzanych zapałem, bez rozkazu rzuciło się w podoń za uciekającym nieprzyjacielem. Rezultatem tej doborowej akcji było zdobycie sztandaru – i nagana od naczelnika za zamowolę. Naganę tę zresztą wynagrodził im pochała w raporcie.

Bitwa trwała pięć godzin, od 5 do 8. Kościuszko utraciwszy 100 zabitych i tyluż rannych (tak szacował straty Kościuszko) pozostał panem na blacu boju. Straty nieprzyjaciela szacowano na około 1000 osób.  Kiedy ostatnie strzały zamilkły a po nieprzyjacielu nie pozostało ani śladu, uniesiona zwycięstwem mała armia polska witała swego wodza okrzykiem: „Vivat naród! vivat wolność! vivat Kościuszko!” Wzruszony Naczelnik gromkim głosem odpowiedział „Szczęśliwym, że mogę uwielbiać waszą waleczność i przewodniczyć wam, dopóki niebo żyć da.” Powitał potem podporucznika Mączyńskiego, syna winiarza krakowskiego i polecił mu, aby pośpieszył do Krakowa z wiadomością o zwycięstwie.

Kościuszo postanowił jak najprędzej wycować się ze zdobytej pozycji. Obawiał się, aby nieprzyjaciel nie powrócił o świcie. Wydał więc o północy rozkaz do wymarszu przez Janikowice, Prandocin, dotarł nad ranem do Słomnik, położonych o trzy mile na południe od Racławic.

Tracycja mówi, że jeszcze na pobojowisku racławickim Kościuszko włożył chłopska sukmanę i mianował Wojciecha Barosa chorążym w regimencie grenadierów milicji krakowskie, nadając mu szlachectwo i nazwisko Głowackiego. W żadnym ze wspołczesnych opisów bitwy  nie ma tego szczegółu, ale sam fakt nominacji stwierdza dokument. Może dopiero w Słomnikach spotkała ta nagroda Bartosa, może tam oddział dostał zaszczytna nazwę Regimentu Grenadierów krakowskich.

Kościuszko z obozu pod Busnatowem zawiadomił 13 kwietnia Komisję Porzadkową Krakowską, iż Wojciech Głowacki „okazał męstwa dowody. pierwszy skoczywszy na baterię”, polecił Komisji, aby poprosiła starostę Szujskiego, właściciela Rzędowic, o opieke nad żoną i dziećmi Bartosa.

Na odezwie tej Kościuszko własną ręką dopisał: „Ja też sam zanosze prośby do starosty Szujskiego, aby raczył ulżyć pracy famili jego, stac się ojcem w niebytności jego.”

 

Szujski wydał polecenie;” Ta jego (Bartosa) odwaga, daje mi okazję najsłodszą w życiu moim, że go uwalniam od wszystkich powinności, również żonę i dziatki jego, a tę zagrodę w której robił, wiecznymi czasy dla jego żony i dziatek daruję, żadnych robcizn nie predentując.” Dalej polecał wydać oznaczoną ilośc zboża, najlepsza z obory krowę, maciore i wieprzka.

Niestety Głowacki krótko się cieszył ta swoją sławą, w dniu 6 czerwca poległ w Bitwie pod Szczekocinami.” 

Kilka lat temu indeksując prarafie Koniusza, przy okazji poszukiwań moich przodków Ostrowskich i  Sasnalów, natrafiłam na zapis zapowiedzi i ślubu Justyny Głowackiej córki Wojciecha Barosa Głowackiego

slub justyny glowackiej c.wojciech glowackiego (Szczekociny ) - Copy.jpg
Justyna Głowacka córka Barosza Głowackiego

slub justyny glowackiej c.wojciech glowackiego (Szczekociny ) - Copy (2).jpg

W tekście znajdujemy taki oto wspi „po złożeniu świadectwa od dwóch obywateli przed Sąd …Powiatu Hebdowskiego pod dniem trzeciego Listopada, Roku bieżącego uznanego i przyiętego o Śmierci Jey Oyca Woyciecha Głowackiego w Roku Tysięcznym Siedemsetnym dziewiędziesiątym czewrtym,na polu boiu pod Szczekocinami poległego Oficera…”

slub justyny glowackiej c.wojciech glowackiego (Szczekociny ).jpg

Moi Ostrowscy z Koniuszy tutaj

Autor wpis:

Ania Bernat -Mscisz 

Żródła:

Kościuszko i Racławice,  rok 1917 , autorstwa  J. Czarneckiego 

Księgi metrykalne parafii Koniusza przechowywane w AAD Kielce

Lelowice

Posted on Updated on

Dawny powiat miechowski i opis  wieś Lelowice 

Moja prababcia była z domu Belska, urodziła się w parafii Łopuszno, jednak po latach poszukiwań udało mi się ustalić, że jej ród wywodzi się z ziemi w regionie Racławic koło Miechowa, Wrócimowic i Proszowic. 

Znalazlam tam wiele gałęzi tego rodu, które staram się połączyć. Jednym ze źródeł pomocnych okazały się wpisy w czasopismach z początku XXw. 

z artykułu Mariana Wawrzenieckiego rok 1902.

„Wyniosłe, gliniaste, na podkładach białego wapienia i gipsu spoczywające płaskowzgórza. ciągnące się z północy do wsi Racławice ku południowi, zwracając sie na wschód w miejscu gdzie  leży wieś Lelowice, odległa o 3 mile od Miechowa w kierunku południowo-wschodnim. Pola „Lelowskie” rozłożyły się częściowo na wierzchu owego płaskowyrza, częsciwo zaś na płaskowzgórzu, częściowo zaś na równinie, leżącej u zboczy tegoż na stronie zachodniej

U stóp tych zboczy płynie bystry strumień bardzo zimnej wody (skutkiem dopływów znacznej liczby bijących u podnóża płaskowzgórza źródeł, t.j. tak zwanych „stoków”). Strumień ten rodzi się w Racławicach, płynie przez staw w Janowiczkach, przez teretorium parafjalnej wsi Wrócimowice i przez Lelowice, a wpada do Szreniawy („Śreniawy”) w okolicy Proszowic. Jest to typowy potok górski. Włościanie ten strumień mienią rzeką z nazwa „Racławka” lub „Cieklec”, mylnie „Wścieklec” niekiedy w literaturze naukowej przeinaczoną).

Wedle dokumentu strumień, o którym mowa,  przyjmuje z lewej strony dopływ, nazwany w dokumentach z 1583 r.  „Dźiurdziawka”, a na mapach z 1803 „Rudawka”, z 1909 „Ujazd”, lub „Dźiurdziawka”, dalej inny dopływ lewy z dwóch „stoków”, na łąkach i ze stawisk, oraz z kilkunastu bardzo zimnych i czystych „stoków” bijaych w miejscu, gdzie był staw „Po rymarzem”. Dalej wpada wielki ściek wodny, zwany „ryńsztok”, a nastepnie rzeka skręca ku zachodowi i wpływa na terytorium wsi Kaczowice (dawna królewszczyna). Z prawej strony dopływów żadnych niema.

Wieś złożona z osad chłopskich, leży u podnóży owych płaskowzgórzy w skupieniu. Jest ona wspomniana jako Jelowycze w Liberum beneficiorum Długosza (tom II str. 78) oraz w Słowniku geograficznym(tom V, str. 135) W dokumencie z 1552 wieś ta pisze się Jelowicze, a w 1583- Lelowicze. (…)

Do historycznych zabytków zaliczyć można dwór wlaścicieli Lelowic z XVIII w. , pobudowany z modrzewiu i obmurowywany. 

lelowice
Słup z dworu w Lelowicach

W stojącej oddzielnie kuchni, która był niegdyś starym dworem, jest wmurowana tablica erekcyjna z XVIII w., ozobiona herbami dawnych właścicieli (prawdopodobnie „de Lgota Lgockich”. Z pamiątek są ślady stoczonej niepopodal d. 4 kwietnia 1794 roku. , bitwy (pod Racławicami) w postaci wyoranych kul (waga 6 funtów), lub ich odłamków.

(..) ciekawe wyrażenia z inwentarza pośmiertnego, spisanego w 1702 roku, po zgonie Marji Majowej i Konstancji, małżonki właściciela: „kuny, wrzeciądze, skoble -wszystkie żelazna, okoły drobne, drzwi na kunach żelaznych, młyn w którym kół dwie – jedno do męłcia, drugie stepne, z rurnicami kadzi trzy, konwie dwie, nalewki trzy, podle piwnice gąsior z wrzeciądzem i skoblami.

Wedle tego spisu, poddani w Lelowicach zwali się: Ożók, Wróbel, Wachowicz, Norek, Janda, Przebieracz, Adam, Janek.Wedle spisu zd. 18 stycznia 1807 (Galicja Zachodnia Cyrkuł Krakowski) nazwiska włościan były: Kwietniowa, Labiś, Sadowski, Dziedzic, Znay, Szych, Duda, Kasperczyk, Łóy, Wodarczyk, Puta, Kozera, Szewczyk, Kabza, Garbarz, Rączka, Jasiński, Wronka. Nazwiska z 1846 r. , Kusaj, Banasik, Czernik, Jedruch, Szewczyk, Duda, Labiś, Łój, Besala, Mierzwiński, Sosnowski, Wójcik, Czesak, Orlacz, Paris, Budzień: w 1849 r., Mateusz Czesak, Król Marcin, Walenty Wójcik, Kacper Sosnowski, Łój Kacper, Franciszek Jedrych, Benedykt Bassela, Walenty Duda, Jan Orlacz, Wawrzyniec Kapcia, Kazimierz Łabuś, Wawrzyniec Czernik, Wojciech Byszewski, Parys Jan, Budzyń Szymon.

Tradycji historycznych prawie już niema; przed laty wiedziano, że jeden włościanin służył pod Napoleonem, innego zaś zwano Krakusem (wszelich tradycji tego rodzaju udzielała p. Helena z Massalskich Wawrzeniecka, która od r. 1830 do 1857 stale w Lelowicach przebywała). „

Mieszkańcy Lelowic śpiewali utwór powszechny w powiecie miechowskim.

„Oj panowie, panowie da bedziecie  panami,

Da już nie bęedziecie przewodzic nad nami „

Ten utwór powstał po uwłaszczeniu 1864

” Na weselach daniej pieczono”kogutki” z ciasta i ubierano je piórami, tudzież robiono „osutki” do obrzucania panny młodej. Wydarzały się też na weselach wypadki popisów siły, jak rzucanie kołem wozu na dach chaty. Raz przegrał ktoś przy zakładzie swoje ubranie i nago biegał po wsi, co , naturalnie spowodowało oburzenie.

Ubiór mężczyzny stanowią: sukmana biała, wełniana z czarnymi wyszyciami, pospolita w okolicy; kaftan krakowski, czapka „magierka”, lub kapelusz z piórkami (krakowski); pas krakowski, „kikla”  -sukmana z białego płótna z czerwonymi wyszyciami, „karazyja” z suka= kołnierz , wyszytą blaszkami, pospolita pod Skalbmierzem, buty z cholewami, podkute. Na codzień(uboższestale) nosza „siniel”, t.j. nabyty w mieście u handlarzy stary płaszcz żołnierski ; w zimie – kożuch z wyszyciem białym lub brunatnym.

Mężczyżni powszechnie noszą wąsy, brodę golą, faworyty spotyka sie tylko u młodzieży w służbie dworskiej.

stroj miechow powiat
włościanka z powiatu Miechowskiego ze zbiorów Muzuem Ziemi Miechowskiej, zbliżony wygladem o stroju Lelowskiego

U kobiet chustka na głowie haftowana. Dawniej kobiety nosiły rodzaj granatowego żupana, „przyjaciółką” zwanego, obecnie częściej- gorset krakowski, a na nim tandetny miejski kaftan, , Zapaski =spódnice, i buty wysokie przyodziewają , w święto i stroją w korale i paciorki. Mążatki strzygą włosy, zostawiając tak zwane „icki” przy uszach, panny plotą włosy i zakładają warkocze na głowie, strojąc je w kwiatki i świecidełka.”

 

We wcześniejszych moich wpisach umieściłam obeszerny opis występowania tego nazwiska w końcu XVIII wieku tutaj

Zbierając kawałki układanki genealogicznej, w postaci zapisów metrykalnych, danych opisów regionu, czy spisów ludności, kiedyś uda się, może również z Waszą pomocą połączyć wszystkie gałęzie tego rodu. 

Mapa poszukiwań genealogicznych tutaj

c.d.n.

Autor wpisu:

Ania Bernat -Mścisz

 

Źródła

czasopismo WISŁA rok 1902

strój Ludowy Muzeum w Miechowie

Ożarowscy

Posted on Updated on

Pamięci Asi Ożarowskiej (Ryba) 

O krewnych Ożarowskich słyszałam wielokrotnie. Babcia wymieniała to nazwisko, kiedy opowiadała o rodzinie Bernatów. To właśnie jedna z starszych sióstr mojego pradziadka Pawła (ur. 1874-zm.1954)  Franciszka wyszła za mąż za Ożarowskiego.  Wiele lat póżniej kiedy zainteresowała się genealogią, wpisałam Franciszkę w należne jej miejsce w drzewie rodzinnym. W roku 2010 otrzymałam zamówione kopie aktów urodzenia rodzeństwa mojego pradziadka Pawła: Antoniego (1861), Agnieszki (1863), Marianny (1865), Ludwiki (1867) Franciszki (rok 1869),  Józefy (1872), Jana (1877), Michała (1880), Antoniego (1882), i Łucji (1886). Wszyscy oni urodzili się we wsi Grabownica koło Łopuszna (świętokrzyskie).  Rodzice mojego przadziadka Pawła to Józef Bernat i Marianna z domu Barczyńska mieszkali w połowie wsi w domu pod numerem domu 15.

 

ur franciszka Bernat c Jozefa i Marianny z barczynskich
Akt urodzenia Franciszki Bernat 16.11.1869, akt 192, wieś Grabownica, Łopuszno 

 

W akcie urodzenia zapisanym w języku rosyjskim można odczytać informacje o tym, że Franciszka urodziła się o godzinie 8 rano (zapisano o 8 godzinie po północy), a rodzicami chrzestnymi  zostali Franciszek Kozioł i Marianna Zbroszczykowa.

Wśród księg metrykalnych znalazłam również akt małżeństwa Franciszki Bernat c. Józefa i Marianny ze Stanisławem Ożarowskim synem Franciszka Ożarowskiego i Franciszki z domu Kwiecień.

Kiedy Franciszka wychodziła za mąż miała lat dwadzieścia jeden i pół. Ślub odbył się o godzinie 10 rano,  4 czerwca 1891 roku, numer aktu 40/1891 (dokument jest przechowywany w Archiwum Państwowym w Kielcach oraz w parafii Łopuszno. 

W dokumencie zapisano, że pan młody miał w chwili zawarcia związku małżeńskiego lat 28, świadkami na ślubie byli Barański Wojciech lat 34 i Skrzypczyk Jakub lat 45. W akcie zapisano, że ojciec pana młodego  już w tym czasie nie żył. Stanisław urodził się we wsi Olszówka, a przed ślubem mieszkał we wsi Grabownica.

 

Franciszka Ozarowska z domu Bernat
najstarsze znane zdjecie Franciszki z domu Bernat 
Stanisław Ożarowski mąż Franciszki z Bernatów.jpg
Stanisław Ożarowski s. Franciszka i Franciszki z Kwiecień 

Starałam się odkryć kolejne informacje o życiu krewnych, w tym celu, wiosną 2011 roku zamówiłam, z Archiwum Państwowego w  Kielcach zamówiłam spisy ludności dotyczące wsi Grabownica.  

 

 

pl-21-133-0-68-69-0-1.JPG
Franciszka Ożarowska , Grabownica, Łopuszno, wymieniona w poz. 6

W wykazie mieszkańców wsi,  w ostatniej rubryce dopisano informację o tym, że Franciszka zamieszkała (po ślubie) pod numerem 35 (zapisana przy mężu) w Grabownicy (w części zwanej Rosochy).  

18 grudnia 2013 roku napisała do mnie poprzez stronę genealodzy.pl wnuczka Franciszki Ożarowkiej. 

od haliny.JPG

Od tej pory wspólnie szukałyśmy wiadomości o przodkach. 

22.05.2015 040.JPG
Ja, praprawnuczka, i Halinka prawnuczka Józefa Bernata i Marianny z Barczyńskich

Stanisław Ożarowski i Franciszka z domu Bernat mieli dziewięcioro dzieci; 

1. syn Franciszek  (1892 Grabownica-1933 Radzanowo) żona Helena z domu Malaga

2.syn Bronisław (1894-1895 Grabownica)

3.syn Jan (1896 Grabownica) żona Antonina Perz

4.syn Józef (1899 Grabownica)

Pomiędzy lutym 1899 roku a listopadem 1900 roku małżeństwo Ożarowskich przeniosło się do wsi Snochowice, oddalonej o niecałe sześć kilometów od Grabownicy,  tam też rodziły się kolejne dzieci z tego związku.

 

5.syn Bronisław (1900 Snochowice-1986) żona Józefa Łapot

6.syn Stanisław (1903 Snochowice -1996 Ślepkowo Królewskie) żona Katarzyna Lipczyńska 

7.córka Władysława (1906 Snochowice – 1977)

8.syn Walenty (Antoni)  (1912 Snochowice – 1982 Nowina, Elbląg ) żona Stefania Kołodziej

9.córka Maria 1915 (Snochowice-1948 Miszewo Murowane) mąż Józef Tolka 

1511496_476338379142737_84559461_n.jpg
Najstarsi to  Stanisław Ożarowski i Franciszka z Bernatów , wyżej Stanisław wraz z żoną Katarzyną z domu Lipczyńską, od lewej Maria c. Stanisława i Franciszki 

Od tego miejsca cofnijmy się do Franciszka Ożarowskiego i jego żony Franciszki z domu Kwiecień. Wzieli oni ślub 30 stycznia 1860 roku, akt numer 2. 

Poza synem Stanisławem urodzonym w 1863 roku, urodziła się

córka Marianna (1861 Olszówka)

syn Antoni

syn Jan , żona Tekla Barczyńska

syn Marcin ( ur 1870 Olszówka ), żona Ewa Wróbel 

 

Franciszek Ożarowski urodził się w 1830 roku, we wsi Barycz należącej do Łopuszna, był synem Andrzeja i Katarzyny z domu Ciułek.  

Franciszek miał kilkoro rodzeństwa jego rodzeństwo to:

  1. Marianna (ur. 1828) wyszła za Pawła Kałużę
  2. Jadwiga (1832-1834)
  3. Jan (1834-1836)
  4. Józefa (1827-1841)
  5. Katarzyna (1840-1885 Czartoszowy) mąż Wojciech Bernat
  6. Anna (1842-1844 Jasień)

Andrzej Ożarowski i Katarzyna z domu Ciułek wzieli ślub w 1827 roku 

Działo sie w Łopusznie dania czwartego lutego Tysiąć osiemset dwudziestego siódmego roku , o godzinie jedynastej przed południem.

Wiadomo Czyniemy, iż w przytomności Świadków Marcina Gromadzkiego Młynarza w Jasieniu zamieszkałego lat czterdzieści i Antoniego Łapota Sołtysa w Jasieniu zamieszkałego, lat trzydzieści mającego, zawarte zostało religijne Małżeństwo miedzy Andrzeiem Ożarowskim Młodzianem służącym w Jasieniu i urodzonym z Jana i Magdaleny z Szczapów Ożarowskich, w Baryczy komorą zamieszkałych, lat dwadzieścia trzy mającym, a Panną Katarzyną Ciułkowną, Córką Szczepana i Teresy z Parandyków Ciułków w Jasieniu zamieszkałych lat dziewiętnaście liczącą, w Jasieniu urodzoną przy rodzicach zamieszkałą. Małżeństwo poprzedziły trzy zapowiedzi w dniach czeternastym, dwudziestym pierwszym i dwudziestym ósmym stycznia roku bieżącego w parafii Łopuszańskiej(…) Tamowanie małżeństwa nie zaszło. Małżonkowie nowioświadczaią iż zawarli umowę przed ślubną w dniu czternastym stycznia bieżącego roku , w domu pod numerem pierwszym przed Antonim Łapotem Sołtysem w Jasieniu zamieszkałym .

Ślubu udzielił ksiądz Józef Rudczyński proboszcz parafii Łopuszańskiej 

Andrzej urodził się w Baryczy i był synem Jana i Magdaleny z domu Szczapa. Jan i Magdalena pobrali się w parafii Łopuszno w 1798 roku, jednak nie byli oni rodowitymi mieszkańcami ziemi łopuszańskiej. 

Magdalena wywodziła się ze wsi Hucisko w parafii Brynica w bliskiej odległości od Kielc.

Kolejne informacje udał się odszukać dzięki pomocy Beaty Szajdy, opracowującej księgi dla Towarzystwa Genealogicznego Ziemi Częstochowskiej.  

Trudno jest jednoznacznie określić miejsce urodzenia Jana, z dużym jednak prawdopodobiestwem można przypuszczać, że urodził sie on w 1773 roku w parafii Secemin. Tam właśnie zapisane jest urodzenie Jana syna Macieja i Magdaleny z domu Gosek. Aby potwierdzić te informacje potrzebny jest zapis łacińskiego aktu małżeństwa gdzie może być zapisana informacja skąd pochodził Jan. (Innym rozwiązaniem jest wykonanie testów DNA potomków lini Ożarowskich z Łopuszna i Secemina.)

Maciej Ożarowski prawdopodobny ojciec Jana, urodził się w 1724 roku, w domu Andrzeja i Gertrudy. 

 

Andrzej urodzony w 1805 Był synem Piotra Ożarowskiego i Agnieszki z domu Smyk. 

Piotr to syn Mikołaja i Agnieszki. 

Genealogia zaskakuje nas bardzo często, być może już niebawem uda się potwierdzić miejsce urodzenia Jana Ożarowskiego, a tym samym połączyć Ożarowskich z Łopuszna i Secemina, a może również innych linii. 

Tego właśnie życzę sobie, ale przede wszystkim zainteresowanym historią potomkom Ożarowskich. 

secemin.JPG

 

Autor wpisu:

Ania Bernat -Mścisz 

 

Wiadomości zamieszczone w tym wpisie to efekt wielu lat poświęconych na odszukiwanie wiadomości, zachęcam do udostępniania linku, cytowania informacji z zaznaczeniem żródła (bloga)

Wcześniejsze wpisy powiązane Mieszkańcy wsi Grabownica

Grabownica Rosochy

Grabownica zdjęcia

Grabownica Bernat

Tokarnia Park Etnograficzny

Źródła:

Akta gminy Łopuszno sygn. arch. 68

akta metrykalne parafii i gminy Łopuszno 

akta metrykalne Secemin 

Prandocin, opis wsi na przełomie XIX i XX wieku.

Posted on

Prandocin, to wieś położona  na terenie gminy Słomniki, powiecie krakowskim, województwie małopolskim, 13 kilometów od Miechowa i 30 kilometrów od Krakowa. 

W Prandocinie żyli  moi prapradziadkowie  Ostrowscy, tam też mieszkała  i chodziła do tamtejszej szkoły moja babcia.

O dawnym Prandocinie przeczytacie w moim wcześniejszym wpisie Prandocin.

Możecie w nim znależć między innymi listę włościan  z połowy XVIII wieku. 

Dzisiaj dalszy ciąg wiadomości o Prandocinie spisanych w miesięczniku Wisła 1902 roku. 

wisła okladka.JPG
okładka miesięcznika Wisła, 1902 rok

Ulica gówna w Prandocinie (wieś przy kościele) nie ma nazwy; mówią o niej „ulica od łąk Wężerowskich, lub od Ożronowa ( Ojrzanów, część wsi).

Nazwy pól ornych  są ciekawe: przechowują one nazwy wsi, które niegdyś w tych miejscach istniały lub świadczą o dawnym przeznaczeniu. Są to: Poddębie( były tu wg. Łudzika* ogrone dęby, Iły, Kozakowy (Pozaków), Marancja, Cholewy (Cholowicze), Tuszczyny (Truszczynie), Żydowy, Winnica (była tu niegdyś winnica), Kopiec, Borek (na Granowie), Podrozni łan, Zaleczeńce, Podgórze, łan od Kacic za Dworem, łan Cołcała, Kopanina (był karczunek), Stawiska (jedne i drugie), Kaczeniec (błota), pole za Kaczeńcem, pomiędzy Kaczeńcem a Winnicą pole Radoczyńskie.

Łąki były zwane: Wolne , Cholewskie i Kaczeniec; pastwiska wspólne były na Iłach i na Poddębiu. Na łąkach Wolnych pasali włościanie, zwani „wolnemi”,  „zakupni” zaś mieli pastwiska Cholewskie, i Kaczeniec.

Strumyk we wsi bez nazwy, strumyk zaś poza wsią zwie sie „struga od Nowego Dworu”. 

Lasy były zwane Sosnówka i Moniakowski: 

Wzgórza zowią się „Kopiec” (na Granowie) i ” Zagórze „, ale -powiada Łudzik, że „mogiełki i zagórze to jakby jedno było”. Jest też niezbędna w każdej prawie wsi „łysa góra”, wzgórze „opoczyste”, Pospolite też są w tej okolicy rozmaitej wielkości „doły” lub „dołki” gliniaste. Drogi i ścieżki nazwy nie mają. Przysiółków i pustek nie ma.

plan domostw prandocin.JPG

A. „Chałupa” (dom mieszkalny), murowana z cegły, wejście w środku ściany frontowej.

B. „Okół” t.j zwykle wysoki płot z „koroną” z ciernia, czasem parkan. Niekiedy bywa pokryty dachem, a wtedy słyży za skład narzędzi rolniczych; niekiedy znów pod dachem mieszczą sie chlewy. 

C. Stodoła 

D. „Gumno” miejsce gdzie „gnój”się gromadzi. Stoją tu wozy, niekiedy jest studnia z wałem i korbą. 

E. Miejsce, gdzie „okół” zamyka się wrotami z desek, lub częściej „laską”, plecioną z grubego chrustu.

F. Płoty za sadami. 

G. Sady owocowe, przewżnie śliwowe lub trześniowe ( czereśniowe?). 

H. Droga główna (ulica wiejska).

I. Ogród warzywny. Najczęściej sadzą tu kartofle, kapustę, sieją mak i konopie.

Uwaga. Niekiedy gdy chata nieco odsunieta od drogi, bywa przed nią ogródek kwiatowy; tu zwykle na płocie szuszą się łyżki od jedzenie.”

Opis dawnego Prandocina przedstawił Tomasz Łudzik, 88 letni wtedy(w 1902 roku)  mieszkaniec  tamtejszej wsi „typowy zagrodnik prandocki”, którego postać postaram się przedstawić w kolejnym wpisie.  

Zapraszam zainteresowanych historią do kontaktu .

Autor wpisu:

Ania Bernat -Mścisz 

 

żródła:

Miesięcznik Wisła wydanie z roku 1902 

 

 

 

Koszyce wiek XIX

Posted on Updated on

Dawne wydawnictwa to bardzo cenne  wiadomości dla  genealoga, reginalisty, folklorysty, etnografa czy historyka.  

Wciąż odkrywam kolejne pasjonujące informacje, przybliżające obraz naszych korzeni, obraz tego jak żyli nasi przodkowie.  

Dzisiaj starałam się przybliżyć opis ziemi proszowickiej z roku 1890, zamieszczony w gazecie Głos. 

Styl w jakim napisane zostały artykuły,  zaskoczył i jednocześnie zachwycił  mnie, trudno  znależć w  dzisiejszych czaspismach tak barwny , wręcz poetycki  język.

Zapraszam na genealogiczną podróż w przeszłość.

„Listy ze wsi  

A. Głuchowski

Gleba proszowska. Jarmark. 

Z bogatą, szczególnie żyzną ziemią jest to samo co z pełnym zdrowia organizmem: nosi w sobie zarodek dzielności i piękna. Gdyby nie to bogactwo ziemi krakowskiej , które L. Gołębiowski, a za nim Baliński zcharakteryzował w wykrzykniku „to nasze Peru, to nasz Meksyk”, może w historyi nie miała  by ona tej przewagi nad innymi prowincyjami.  Siła życiodajna, pulsująca w każdym calu żyznej ziemi, dodaje jej tyle piękna, że podoba nam się w swej nagości, nie osłonieta lasami, nie ustrojona w skały i wody.

Ma to właśnie i do siebie okolica Koszyc, niegdyś do proszowiskiego powiatu należąca, że choć niebogata w krajobrazy, a jednak pociąga ku sobie życiem, w glebie ukrytym. Jak widok jałowców i wydm piaszczystych na Podlasiu pognębiające sprawia wrażenie, tak znowu tutaj, nieodznaczające sie zbytnią rozmaitością dla oka, wzgórza, pokryte pszenicą, zdają się być pełnymi wdzięku i napełniaja humorem. Miejscowość ta, wzniesiona na grzbiecie dzielącym dolinę Szreniawy od Wisły, góruje znacznie nad płaską Galicyją. Z wysokiego brzegu Wisły widać ją  z daleka na mil kilkanaście z miasteczkami i wsiami oblamowana na dalekim horyzoncie Karpatami, ginącymi dla oka w niebieskawej mgle oddalenia. 

Opanował tutaj  ziemię człowiek doszczętnie, niemal każda stopa tchnie dla niego obietnicą plonu. Ogołocił ją z lasów  i wogóle z drzew, prócz sadów, tylko wierzbie przyznał prawo bytu. Drzewo to w gruncie brzydkie. Nadaje bezleśnym okolicom właściwy charakter. Na drogach , w powyrywanych rzekami rozłogach, na błoniach-wszędzie, gdzie zboże nie rośnie, wznosi się wierzba. Skromna, niewybredna, pozwalająca obdzierać się bezlitości, i dla człowieka, który wie ile potrzeb ludzkich zaspokaja, wydaje się wierzba sympatyczna, a nawet piękna.

Ludzie , którzy się tu roli oddają, mieszkają po „dworach ” i chatach, rozrzuconych tu i owdzie sznurami.  Prawie każdej wiosce odpowiada dwór; a gdy spojrzeć z góry , koło jednego dworu więcej  leży ziemi pod łanami pszenicy i buraków, niż chłopskich pól koło szeregu chałup. Kiedy teraz chcę sobie uprzytomnić tę okolicę, słyszę, jak gdzieś z za wzgórza dolatuje trajkotanie żniwiarki, a na drodze w chmurze pyłu jedzie czterokonna fornalka z górą snopków na wozie. 

powrot z jarmatu.JPG
Adam Setkowicz Na jarmark

 

Takie ogólne wrażenie robi ta miejscowość – z lotu ptaka, ale żeby choć w ten sposób zapoznać się z mieszkańcami i wytworzyć sobie pojęcie bodaj o ich zewnętrzynym wyglądzie, najlepiej udać się na jarmark do miasteczka. Tam zobaczysz ich w masie, zobaczysz wszystkie typy: od szlachcica, przeciskającego się przez tłumy w czworokonnym powozie, do baby wiejskiej, którą do miasta przyciągneło na sznurku prosię.

Co za kontrast ze zbiorowiskiem ludzi na Podlasiu, dajmy na to w Łukowie! Tam -na targu cisza, szarośc, brak ruchu; ludzie snują się po rynku smutni  i niemrawi, a kiedy rozmawiają , to tak płaczliwie, jakby się skarżyli na skąpą ziemię, która ich głodzi. Tutaj – z tłoku ludzi biją w słońcu barwy zdecydowane, jaskrawe. Rumieńce młodych kobiet walczą o lepsze z czerwonością kaftanów i chustek na głowie, od ubrań kobiecych odrzynają się białe sukmany chłopów. Twarze czerstwe, dorodne, rozpromienione; każdy rad, że jest na jarmarku, czuje się tak jak na zabawie. warto prównać minę podlasiaka, wjeżdzającego do miasta na filigranowym wózku, zaprzężonym w jednego konia w hołoblach*, z ta miną, z  jaką zajeżdża na rynek chłop tutejszy. Konie zaprzężone do dużego krakowskiego wozu z półkoszkami, zda się ze skóry chcą wyskoczyć, a chłop, biało ubrany,  w kapeluszu, z którego wieszają się pukle siwych włosów, barczysty, z piękną, dziwnie pogodną twarzą , siedzi, jak wryty na wozie, rad widocznie z tłumów, które przed nim się rozciągają. 

Zauważyłem, że jarmark jest dla ludu miejscem neutralnym, na którym on przedewszystkim czuje się jak u siebie. Miłego doznałem wrażenia, jak ten sam lud, który gdzieindziej z niepotrzebym czapkowaniem i z niewiarą rozmawia z surdutowcem, tutaj za pan brat wesoło z każdym obcuje. Koło straganów gdzie chciałem nabyć parę przedmiotów do naszego Muzeum Etnograficznego, kobiety dowcipkowały wesoło i z uprzejmością dopomagały mi w kupnie. ”

„Co do chłopów, bo o nich głównie pisać zamierzam, muszę zaznaczyć, że wino a nawet i piwo nie jest ich stałym napitkiem. (…) Na ogół nie stać ich na zbytki. Mięsa nie jadają; jedzą chleb żytni razowy i kartofle. Nawet w tej glebie ich małe gospodarstwa nie pozwalają na uprawę pszenicy.

Miałem sposobność poznawać  chłopów nad brzegiem Wisły. Wioski patrza oknami chat daleko na Karpaty, a ich sady śliwkowe docierają nieraz do samej rzeki. Nasz brzeg jest tutaj nadzwyczaj wysoki. Wznosi się nad wodą urwistą ścianą, niekiedy z poziomem rzeki ostry kąt tworzącą. Gliniane urwiska, przez lud skałami zwane, podczas suszy twarde są rzeczywiście jak skała. Wisła podrywa brzeg u dołu, woda w czasie roztopów lub deszczów obłamuje go od góry. Rzeka, jak kot, zdradziecko się łasi, ocierając się o ląd coraz serdeczniej, i ludziom ziemię z pod nóg wydziera. Maleją sady nadbrzeżne, ludzie odsuwaja stodoły coraz dalej od brzegu, a ziemi powstrzymać nie moga, i coraz całe płaty niedawno uprawionej ziemi, giną bezpowrotnie w nurtach rzeki.  Wiele chat za dziadów obecniego pokolenia stało tam, gdzie obecnie jest środek koryta; od tego czasu niejedna morga zginęła pod wodą. Chętnie budowali by tu tamy, gdyby to było możliwe. Władze austryjackie bacznie śledzą, by chłop nawet wikliny na brzegu nie zasadzał. ” 

Po takim opisie ma się wielka ochotę zobaczyć ten region Polski, choć po 130 latach na pewno zmieniony, jednak jakieś skrawki przeszłości mogły się zachować.

I z taka nadzieją kończę dzisiejszy wpis.

C.D.N

*hołoble -rodzaj dyszla 

Autor wpisu

Ania Bernat-Mścisz

żrodła :

Tygodnik Głos rok 1890 

 

 

 

 

Oracja czyli zaproszenie na wesele

Posted on Updated on

Dawne zwyczaje weselne na Kujawach jakie spisał  i umieścił w roku 1892, w miesięczniku Wisła Władysław Matłakowski.

„Oracja czyli zaproszenie na wesele na Kujawach” 

Tradycyjne zwyczaje weselne na przykładzie wsi Zbijewo, par. Chodecz, powiat Włocławek (regionalna nazwa w wieku XIX brzmiała Wrocławek).

„Wieś ta leży na „leśnych” Kujawach, w środku trójkąta, utworzonego przez miasteczka(dziś osady): Chodecz, Przedecz i Dąbrowice. Ludność ta do niedawna nosiła się po  kujawsku i zachowywała stary zwyczaj; dzisiaj z gwałtowną szybkością zmieniają się dawne formy, ustępując miejsca nowoczesnej tandecci.

Kiedy młodzieniec upatrzy sobie i upodoba jaką dziewczynę, a miarkuje, iż go nie odrzucą, posyła do rodziców panny swatów z wódka we czwartek; jeśli ich nie spotka odmowa, w sobotę odbywają się „pierścionki” , tj. zrękowiny, a w niedzielę narzeczeni dają na zapowiedzi. W ostatnim tygodniu, w czwartek przed ślubem, udają się dwaj dróżbowie, starszy żonaty i młodszy kawaler, ubrani w szaty odświętne, z krótkiemi butami, oraz z bukietami w ręku, trzymając białe chustki za róg i rozwieszoną czerwoną wstążkę, do rodziców oraz innych osób, które mają być zaproszone na wesele. Wszedwszy do izby i pozdrowiwszy chrześcinajńskim powitaniem obecnych, kłaniając się do ziemi przy każdym wydatniejszym słowie. Zaprosznie odbywa się wieczorem, kiedy już wszyscy po robocie, u zamożnijszych konno, u uboższych pieszo. Ten sam obrzęd powtarza się bez zmiany w sobotę, tj. w przeddzień ślubu i wesela. 

zrękowiny na kujawach.JPG

Prosiema państwa na wieprza tucznygo, 

mietłom potrąconygo

ino, że już gom nie zastaniem całygo –

(bo i jakże go całygo zastać,

kiedy kucharki musiały go w kapuście poszastać?), –

na kaczora bez oka,

na gąsiora bez boka,

na parę kuropatw,

żeby pan młody, panny młodej nie dopadł.

(Bo to kuropatwy dzika to zwierzyna,

jak pan młody dopadnie panny młody rucha sie pierzyna), 

na parę łabędzi,

których pan młody z panną młodą nie pędzi,

na wróblom goliniom, 

co niom obdzielima całom kompanijom, 

Prosima tyż na wolcu,

co jęczy na krępulcu,

drugi już klęczy,

a trzeci w wisi komorze,

w Trójcy Jedyny Boże. 

A wy, drużbowie młodzi,

do was sie to godzi:

korca owsa nie załujta,

kunika wyfutrujta,

na siódmom godzine przed dom weselny zajzdzajta,

panu młodymu, pannie młody i mnie samymu wesołości

dodawajta.

A ja się tyż nie bede linuł;

bedzie kieliszek wódeczki

i piwa dwie śklaneczki,

(abym go tylko sam miał).

czesc.JPG

 

i będzie tam gularz,

kto się za bardzo napije, pewnie złamie kulas;

będzie tam i sroka

kto sie bardzo napije, pójdzie do dom bez oka. 

A ktoby się chciał zabawić do wtorku,

niech nie zapomni pieniędzy we worku.

Przepraszama państwa, jeśli my tu zmylili

w mobośma się tego nie uczyli w szkole,

wie(?) lub słowie

ino przy cepach w stodole:

boć to nasza  szkoła  –

cepy i stodoła.

Niech będzie pochowalony J.  Chrystus „

Przy tych słowach kłaniają się do ziemi i na tym oracja zakończona” 

 

Spisywanie na nowo dawych  zwyczajów, jest jak przenoszenie się w czasie.

Wyobrażam sobie czwartkowy wieczór, kiedy to dwaj drużbowi odświętnie ubrani idą prosić gości na wesele. W ręku trzymają białe chustki z czerwoną wstążką.

Podrośnięta młodzież przygląda się, wiedząc, że niedługo i na nich przyjdzie czas.

Takie uroczystości dawały ludziom chwilę wytchnienia od ciężkiej pracy w polu i codziennych zmartwień. Była to też okaza, aby ubrać się odświętnie, założyć najstrojniejsze odzienie. 

A wesołe przyśpiewki, czestokrość wypełnione soczystymi żartami  towarzyszyły podczas zaręcznyn jak i póżniej w trakcie wesela. 

 

Autor wpisu:

Ania Bernat -Mścisz 

 

żródło: 

Miesięcznik Wisła  T. VI 

 

 

Zamojskie wsie wiek XIX

Posted on Updated on

Jak wyglądało życie w dawnej wsi? Takie pytania często sobie zadaję. Dobrym źródłem wiedzy są zapiski sprzed ponad 100 lat, jakie umieszczone były w dawnych wydawnictwach. 

Zapraszam Was do wyobrażenia sobie tego świata  i przeniesienia się w genealogiczną podróż w przeszłość.

W jednej z bibliotek cyfrowych znalazłam opis zamojskich wsi. Myślę, że charakterystyka ta  w dużej części może równie dobrze odzwierciedlać obraz wsi z pozostałych części Polski. 

Artykuł z datą 1902 rok ,  na podstawie matariałów  zgromadzonych na wystawę przemysłowo-rolniczą w Lublinie w roku 1901, spisany przez Romana Świdzińskiego.

W tekst zawiera szczegółowy opis mieszkańców wsi Skierbieszów, Łaziska, Sławęcin i Suchodębia.

mieszkancy wsi zamojskiej.JPG

Oto informacje umieszczone w publikacji ( starałam się przepisać je jak najwierniej)

Ludność ta mówi przeważnie czystym językiem polskim, niektórzy tylko używają mowy rusińskiej.Wzrostu są średniego, włosy mają jasne, temperament flegmatyczny. Rodziny mają liczne, a stan zdrowia wszystkich wyborny. Meżczyźni golą brody, a wąsy przystrzygają nad wargą, wygalając je bliżej nosa ( czynią to ludzie starsi, zarzywający tabake). Kobiety mają ładne włosy, nie dbają jednak o nie, czesząc się tylko raz w tydzień. 

Chata pobudowana z bali sosnowych, składa się z jednej izby, sieni i tak zwanej komory, gdzie składają mąkę, słoninę ubranie. Drzwi wchodowe mieszczą się na podłużnej ścianie domu. Chat kurnych nie spotyka się wcale. Około chaty znjduje się stodoła, gdzie składa się i młuci zboże. Prostopadle do stodoły, wprost jej rogów, stawiają zwykle dwa budynki: jeden dla inwentarza żywego, t.j. dla krów i koni, a drugi- na chlewy dla świń. Poddasze łączy te budynki zamykając czworobok, czyli tak zwane gumno. Narzedzia rolnicze, jak pług na „tylyżkach” , brony z zębami żelaznymi, cepy drewniane, grabie żelazne i drewniane, łopaty, kosy, wozy na drewnianych osiach, siekiery, widły i motyki – chowają pod poddaszem i w stodole. Drób zwykle trzymają w sieni.

Lud żywi się skromnie, mięso jedza bardzo rzadko. Codziennym pożywieniem są: kartofle, kapusta, groch, kluski na mleku i chleb razowy żytni. Gotują dwa razy dziennie: rano na śniadanie barszcz lub kapuśniak, którego część pozostaje w ciepłym piecu na obiad, oraz kartofle męte ze słoniną, a na obiad, oprócz barszczu i kapuśniaku- kaszę jaglaną, jęczmienną lub gryczaną, która, wstawiona do pieca ciepłego, też oczekuje południa; na wieczerzę zaś gotuje się kluski przenne lub gryczane z mlekiem. Mięso jedzą tylko wieprzowe i to w czasie świąt lub szczególnych uroczystości.  

Do oświetlenia służyły dawniej sałki smolne, (łuczywo?), lub łojowe kagańce na kominach, dziś lampy naftowe blaszane, z rezerwoarem szklanym, powszechnie używane. Za opał służy drzewo, które otrzymują z lasów dworskich, po 36 fur rocznie. Gotują na kominach w żelaznych baniaczkach i garnkach glinianych. Bieliznę po wygotowaniu w ługu piorą w wodzie bieżącej, bijąc kijankami, następnie rozwieszają na płotach, po wyschnięciu maglują ręcznie maglownikami. Krupy mielą na żarnach, a żyto, pszenicę w e młynach wodnych, zwykle na raz, i tyko na uroczystości mielą na pytel. Każdy gospodarz mający od 12 do 18 morgów, utrzymuje 2 do 4 koni, 4 do 6 sztuk bydła, głównie krowy i jałowice, byczki sprzedają młode po 3 do 4 rubli za sztukę. Karmią bydło bardzo nędznie. W lecie pędzą bydło do lasu dworskiego, którego prawie niema, bydło więc głodne i bez mleka wraca z pastwiska. Rankami, przed wypędzeniem do lasu, prowadzą krowy na postronkach na miedzę i drogi. W zimie zaparzają plewy ukropem, a posypawszy otrębami lub mąką, dają krowom, nadto kłaczku potrawiu. Na noc słomę jarą, i to stanowi codzienny karm dla krów dojnych. Mleka więc mają bardzo mało: w zimie przeciętnie jedną kwartę na uduj od sztuki, doją dwa razy dziennie.

Włościanie wsi Łaziska i okolicznych prowadzą dowolne  gospodarstwo. Do uprawy używają pługa drewnianego „na tyłużkach” z lemieszem i odkładnicą żelazną, czyli tak zwanego morawskiego i brony drewnianej z zębami żelaznymi. Od kilku lat zamiest radeł używają grubera. Ponieważ gospodarze w skutek ciągle praktykowanych rozdziałów, niewiele mają gruntów, przeto ugorów wcale nie zostawiają. Zwykle jęczmiona sieją na nawozie, a po zbiorze jęczmienia sieją przenicę lub żyto. Kartofli w polu bardzo mało sadzą, przeważnie w ogrodach. W ostatnich latach kilku gospodarzy sprytnijszych, widząc piękny , świeżo założony ogród we dworze, założyli też ogród większy u siebie, sprowadzając szczepy z Klemensowa. 

Przed kilku laty, kilkanaście pasiek prowadzonych sposobem pierwotnym – w kłodach, w roku zeszłym prawie wszystkie pszczoły wygineły z braku zapasu miodu na zimę. Gospodarstwa rybnego nie prowadzą.

Ze zwyczajów dorocznych i obrzędów wspominamy o nastepujących: Po Nowym Roku chodzą z kozą i gwiazda; szopka obecnie po wsiach nie istnieje. Na Wielkanoc sporzadzane są „pisanki” zwane też „kraszankami” . 

Dożynki odbywają się w sposób nastepujący: Po dożęciu zboża, wiją wianek z kłosów pszenicy lub żyta i wkładają go na głowę najpracowitszej dziewczyny, a otaczają ją kołem, przywodzą do dworu, śpiewając odpowiednie pieśni. Dziewczyna niosąca wieniec wkłada go na głowę gospodarza i okręca się z nim trzy razy, a starsze kobiety wypowiadają powinszowania i życzenia szczęśliwego ukończenia żniw i doczekania roku przyszłego. Za to gospodarz częstuje całą gromadę robotników wódką, a dziewczętom niosącym wianki daje po rublu. Potym, na wieczór sprowadza gospodarz muzykę, i odbywają się na dziedzińcu pod gankiem tany; powinien je rozpocząc sam gospodarz z dziewczyną niosącą wianek. Na przyjęcie pieką się pierogi z kaszą gryczaną i przyrządza się twaróg z kwaśnym mlekiem zmieszany, w którym goście maczają pierogi. Przytym daje się wódkę, a w wielu miejscach herbatę. Zabawa przeciąga się zwykle za północ. ” 

 Dzięki temu opisowi możemy na chwię przenieść się o ponad sto lat wstecz. Możemy oczami wyobrażni zobaczyć taką właśnie wieś i krzątających się tam ludzi, chłopów pracujących na roli, jak i panny wirujące w czasie dożynek.  

C.D.N.

Autor wpisu:

Ania Bernat Mścisz

źródło:

Miesięcznik Wisła rok 1902 tom 3